Mikołaj i kot na dachu
LEWO ×11 · PRAWO ×11 · ok. 3 min czytania
W Wigilię rano w Laponii pachniało piernikami i choinką. Mikołaj ładował sanie, kiedy nagle złapał się za głowę: brakowało jednej paczki, tej z czerwoną kokardą. Spojrzał ← w lewo – nic. Spojrzał w prawo → – też nic.
– Elfy, na pomoc! – zawołał. Najmłodsza elfka, Iskierka, od razu wyskoczyła z warsztatu i pobiegła ← w lewo, prosto do zaspy. Wygrzebała z niej tylko starą rękawiczkę. – To nie to! – pisnęła i popędziła w prawo →, aż czapka z pomponem podskakiwała jej przy każdym kroku.
Przy płocie stał bałwan i miał taką minę, jakby coś wiedział. – Paczka? Pojechała ← na lewo, na sankach! – szepnął. – A może na prawo →? Nie pamiętam, mam śnieg w uszach. Iskierka obejrzała się ← w lewo, potem w prawo → i westchnęła.
Mikołaj zagwizdał i renifery ruszyły z kopyta. Najpierw skręciły ← w lewo, koło piekarni, z której wylatywał zapach świeżych pierników. Potem w prawo →, obok domu, w którym ktoś głośno śpiewał kolędy. Rudolf tak się zasłuchał, że zamiast ← w lewo skręcił znowu w prawo →.
Sanie zakręciły w kółko: ← w lewo, w prawo →, ← w lewo i jeszcze raz w prawo →, aż wszystkim zakręciło się w głowach. – Stop! – krzyknęła Iskierka. – Tam, na dachu, coś czerwonego!
Na dachu, przy kominie, po ← lewej stronie, siedział puszysty kot. Łapą trzymał paczkę z czerwoną kokardą i mruczał, jakby to był jego prezent. Iskierka podeszła ostrożnie z prawej → strony i dała mu w zamian piernik w kształcie rybki. Kot uznał, że to uczciwa wymiana.
– Brawo! – zaśmiał się Mikołaj. Pomachał kotu ← lewą ręką, elfom prawą →, i paczka wróciła do worka. Na koniec zerknął jeszcze ← w lewo i w prawo →, czy nic więcej nie zginęło. Sanie odleciały, a pod każdą choinką na świecie zrobiło się trochę jaśniej.
I tak wszystkie prezenty trafiły na miejsce – także te, które teraz krążą w tym pokoju. Historia się kończy, więc każdy otwiera prezent, który akurat trzyma w rękach!
Wigilia firmowa w Biurze Mikołaja
LEWO ×15 · PRAWO ×14 · ok. 4 min czytania
W Biurze Mikołaja trwał ostatni dzień pracy przed świętami i wszyscy czekali na wigilię firmową. Elfy z działu pakowania zawijały ostatnie paczki, a renifery z działu logistyki studiowały mapę, obracając ją raz ← w lewo, raz w prawo →. W kuchni pachniało pierogami i barszczem. Tylko jedno nie dawało Mikołajowi spokoju: z biurka zniknęła paczka dla Prezesa Bałwana.
– Kto ostatni ją widział? – zapytał Mikołaj. Elf Zenek z księgowości podniósł ← lewą rękę, potem prawą →, a potem obie naraz. – Ja, ja i ja – powiedział. – Leżała na biurku ← po lewej, obok drukarki. Albo po prawej →, obok kserokopiarki. W każdym razie obok czegoś, co szumi.
Wszyscy ruszyli na poszukiwania. Dział kadr przeszukał szafy ← po lewej stronie korytarza, dział IT – szafy po prawej →. Ktoś zajrzał nawet pod prawą → szufladę Zenka, a ktoś pod ← lewą. Znaleźli trzy zgubione kubki, jedną skarpetę z reniferem i czterdzieści dwa długopisy, ale paczki nie było.
Wtedy do akcji wkroczyła elfka Basia z marketingu. Stanęła na krześle i ogłosiła plan: – Pierwszy zespół idzie ← w lewo, drugi w prawo →, a trzeci zostaje i pilnuje pierogów!
Pierwszy zespół skręcił ← w lewo i trafił do sali konferencyjnej, gdzie od rana trwało spotkanie o tym, jak skrócić spotkania. Szybko zawrócili w prawo →. Drugi zespół poszedł w prawo →, potem ← w lewo i jeszcze raz ← w lewo, aż wylądował dokładnie tam, skąd wyszedł. – Przynajmniej znamy już drogę – stwierdził renifer Kometa.
Tymczasem drukarka zaczęła mrugać i wydawać dziwne dźwięki. Najpierw zapaliła ← lewą lampkę, potem prawą →. Mikołaj podszedł do niej z ← lewej strony, Zenek z prawej →. Drukarka wydrukowała jedną kartkę: „Szukajcie tam, gdzie najcieplej”.
– Kuchnia! – krzyknęli wszyscy. W kuchni trzeci zespół wciąż dzielnie pilnował pierogów. Na lodówce ← po lewej stał talerz pierników, a na kaloryferze po prawej → grzała się zaginiona paczka. Ktoś odłożył ją tam rano, „żeby nie zmarzła”.
Prezes Bałwan odebrał paczkę z daleka, bo kaloryfer to jedyne miejsce, którego unika przez cały rok. – Prawo → do prezentu ma każdy – oznajmił uroczyście – ale nie każdy musi stać przy grzejniku.
Potem wszyscy usiedli do wigilii. Renifer Kometa podawał pierogi ← w lewo, Basia barszcz w prawo →, a Zenek przez pomyłkę podał ← w lewo swoją łyżkę i musiał jeść barszcz widelcem do ciasta.
Gdy talerze opustoszały, Mikołaj wstał, zerknął ← w lewo, zerknął w prawo → i uśmiechnął się szeroko. – Dziękuję za ten rok – powiedział. – Bez was żadna paczka nie dotarłaby na czas.
I właśnie w tej chwili historia się kończy. Każdy otwiera teraz prezent, który trzyma w rękach!